„posiadanie” dziecka

Posiadanie.
Chcemy posiadać jak najwięcej.
Mieszkanie. Dom. Samochód. Tablet. Telefon…

Chcemy Mieć. 
Mieć coraz więcej.
Przedmioty, jeśli kupiliśmy je sami – rzeczywiście do nas należą. A co jeśli jest się tylko współposiadaczem? Wtedy to posiadanie jest jakby mniejsze…

I nawet ludzi – mieć.
Ja mam Ciebie, Ty masz mnie. Ktoś ma dzieci…
Czyżby?
Nikogo nie można posiąść na własność.

I wbrew pozorom, w życiu nie chodzi o to, by kimś władać, czuć, że coś lub ktoś jest konkretnie moją lub Twoją własnością.

A już na pewno nie dzieci.

Zadaniem osoby dorosłej jest… wspieranie!

Tak, właśnie tak!

Chodzi o to, by odnaleźć w dziecku potencjał, nawet wtedy, a może PRZEDE WSZYSTKIM wtedy, gdy jego zachowanie wydaje się być krnąbrne, złośliwe, nieprzyjemne. Trzeba odnaleźć dobre strony dziecka, umacniać je w nich. Tylko wtedy będzie ono w stanie uwierzyć w siebie.
To w oczach rodzica, rodziny, pedagogów dziecko kreuje swój wizerunek.
To, w jaki sposób mówisz do swojej córki – zostaje w niej. To, jakie twierdzenia rzucasz o swoim synu – zapisuje się w nim.
Jeśli zatem dostrzegasz tylko negatywne cechy – dziecko zamknie się w sobie, stworzy negatywny obraz samego siebie.
Kiedy zaś będziesz mówił / mówiła dobrze, gdy z czułością przytulisz malucha, szepcząc mu do ucha „dasz radę” – brzdąc rzeczywiście da radę! Bo Ty tak mówisz. Ty w to wierzysz.

Stwórz przestrzeń, w której dziecko sięgnie wgłąb siebie i znajdzie to, co w nim najlepsze, a wtedy przejmie odpowiedzialność za proces własnego, i co ważne, świadomego rozwoju.

Bądź.
Kochaj.
Wspieraj.
Słuchaj.
Mów.

Ale nie oceniaj i nie chciej posiadać.
Bo mimo części wspólnych genów – kreujesz osobną postać, która pewnego dnia stanie się dla kogoś taką osobą, jaką Ty stanowisz dla niej teraz 

Zgadzasz się z tym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *