prawda o pracy położnej

Dobra, dłużej się nie da milczeć. Czytam, czytam i czytam tak wiele negatywnych słów, że samej mi ręce opadają.
Czasem mi się wydaje, że obecnie panuje nagonka na położne, niezależnie od tego, czy pracują na oddziale szpitalnych, czy też w środowisku.

Czy kiedykolwiek zastanowiłeś się, przemyślałaś, jak wygląda praca w moim zawodzie?

Praca w szpitalu jest specyficzna, wymaga ogromu zaangażowania, wiedzy i przede wszystkim samozaparcia. Osoby pracujące na pełnym etacie w ramach umowy o pracę mają zagwarantowaną przerwę (chociażby po to, by zjeść śniadanie, napić się kawy…). Wiesz, jak wiele położnych w trakcie dyżuru zapomina o tym, że istnieje taka potrzeba jak zaspokojenie pragnienia oraz głodu? Tak! Właśnie tak. Wyobraź sobie sytuację, gdy masz pojedynczy dyżur, a pod Twoją opieką jest 15 pacjentek (uwaga! liczba zaniżona): dwie w ciążach zagrożonych, dwie, które są w terminie porodu z rozpoczynającą się czynnością skurczową i kilka po zabiegu ginekologicznym, pozostałych kilka radzą sobie samodzielnie. Wszystkie te panie potrzebują podania leków, iniekcji, wykonania badań, zawiezienia do konkretnych poradni lub pracowni. Niektóre trzeba podmyć lub umyć w łóżku. Część wymaga regularnego dokonywania pomiarów (np. ciśnienia). W sali zabiegowej jest koleżanka, również położna, która towarzyszy kobietom przy zabiegach, różnych, różniastych… Pracują jak mrówki, starając się jeszcze dać ciepłe słowo. Wierz mi, czasem brakuje czasu na to, by ofiarować więcej czasu, tak dużo, ile by się chciało…

Masówka! Na salach porodowych jest masówka! – to dość popularny tekst.

Ale czy to wina położnej? KTG, kroplówki, cięcia cesarskie, opieka nad rodzącą i noworodkiem, dokumentacja medyczna… obowiązków położna ma tak dużo, że niewiele osób byłoby w stanie pracować w takim miejscu i w takim tempie. Ale pracują tam…

Tak, bo na tym zarabiają! – usłyszałam niedawno.

Nie, nie dlatego, bo zarobki są śmieszne w porównaniu do odpowiedzialności, jaką ponoszą… pracują, bo tak naprawdę to kochają!
A czy zastaniesz położną z kubkiem w dłoni? Tak! A czy Ciebie w pracy się tak nie zastanie? Czy Ty w pracy nie pijesz?

Oddział wcześniaków… rurki, kroplówki, iniekcje, badania, specjaliści, monitory, inkubatory... mały, ledwie widoczny człowiek i ona – położna, która czuwa nad życiem noworodka, nad jego bezpieczeństwem… Położna się nudzi? Wierz mi, że nie. Położna marzy, by maluch zaczął oddychać samodzielnie, by wrócił do domu z rodzicami… pragnie jego szczęścia i robi wszystko, by te marzenia, rodziców oraz jej własne, się spełniły.

Przejdźmy do mojej dziedziny – położnictwo rodzinne, położnictwo środowiskowe… ooo, tutaj pracuję, więc mogę rzucać przykładami wręcz z rękawa. Nie chodzi mi o to, by stanąć po jednej ze stron, bo nie mogę ponosić odpowiedzialności za kogoś. Ale marzy mi się, byś spojrzała, byś popatrzył na pracę położnej z drugiej strony. Z mojej strony.

Narzekania słyszę, że wizyta zbyt krótka, że młoda mama nie dowiedziała się niczego nowego, że nie było tzw. flow…

A czy szukałaś położnej dla siebie i noworodka, czy może była ona przypadkową…?

Coś jeszcze powiem… położne pracujące w przychodni nie mają lekko, łączą często pracę w gabinecie lekarskim, w środowisku i jeszcze na rejestracji, bo tego wymaga… pracodawca. Czy to jest fair w stosunku do kobiet? Nie. Ale położna to nie tylko „pasja i służba”, to przede wszystkim zawód, który pozwala (albo i nie) na utrzymanie rodziny.

Zanim ocenisz kogoś – spróbuj włożyć jego buty….

A jeśli chcesz być pod opieką położnej, która jest ciepła, empatyczna i dzieli się z Wami nie tylko wiedzą, ale także czasem… – to po prostu jej poszukaj! Ot i wszystko. Tak, jak szukasz lekarza – tak szukaj położnej. Bo naprawdę znajdziesz takie, które mają serce na dłoni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *