rodzicielski gadżet – fotelik, bujak

Wychodząc z domu często widuję rodziców spacerujących ze swoimi pociechami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ba, chwali się to, gdyby nie fakt, że maluszki te przewożone są w fotelikach zamiast klasycznej gondoli. Głównym powodem, dla których rodzice z uwielbieniem stosują fotelik do wózka jest fakt, że zajmuje on niewiele miejsca. Mamy chwalą go sobie również wtedy, kiedy jednocześnie ze spacerem dokonują zakupów. Dzięki niemu mieszczą się bez trudu między sklepowymi regałami, nie słysząc negatywnych opinii ze strony poruszających się po tym miejscu innych klientów. Niby same pozytywne strony.

Czy na pewno…? 

Przyjrzyjmy się tematowi z innej perspektywy. Ze strony maluszka, który ułożony w jednej pozycji nie ma szans na poznawanie swego ciała, przestrzeni wokół siebie. Nie doświadcza ruchu, ogranicza się tylko do ewentualnego zjeżdżania pupą oraz skręcania szyi do różnorodnych, niefizjologicznych pozycji, nie trenuje mięśni, dziecko nie potrafi się obrócić z pleców na brzuch i odwrotnie, w późniejszym czasie ma kłopoty z raczkowaniem, utrzymaniem pozycji pionowej. Do tego dochodzi nieprawidłowe ułożenie nóżek, co wywiera negatywny wpływ na stawy biodrowe. To wszystko w konsekwencji może być przyczyną wad postawy i konieczności wprowadzenia rehabilitacji – często mało przyjemnej, wymagającej systematycznych ćwiczeń.

Jeśli chodzi o bujaczki to one często (oprócz powyższych możliwości) powodują, że dziecko, mając zbyt dużo bodźców wokół siebie, w wyniku przestymulowania układu nerwowego staje się niespokojne, płaczliwe, rozdrażnione. Maluch nie przekaże Wam, drodzy Rodzice, inaczej niż płaczem, czy krzykiem, że ma dość. Dość dźwięków, bujania, kołysania, trzęsienia, kolorów. Pojawiają się trudności z jedzeniem, ponieważ maluch jest zbyt zmęczony i zbyt głodny. Wyobraźcie sobie, że zbliża się upragniona godzina wyjścia z pracy do domu, a nagle dostajecie informację, ze musicie zostać jeszcze dwie godziny. Po upływie tego czasu jesteście głodni i zmęczeni, ale żeby coś przygotować na obiad musicie jeszcze zrobić chociaż niewielkie zakupy. Wchodzicie do domu wściekle głodni, delikatnie mówiąc źli na cały świat… Nie wiecie, co wybrać: chwilę odpoczynku czy zaspokojenie głodu? Podobnie czuje się Wasz Skarb, gdy świat zewnętrzny dostarcza mu zbyt dużo wrażeń. Płacze, odpycha pierś lub dłoń z butelką, szarpie się, w końcu zasypia… Zasypia, bo jego układ nerwowy sobie nie poradził. To walka dla dziecka, walka dla rodziców.

Zdawać by się mogło, że współczesny świat ofiarowuje rodzicom możliwość łatwiejszego, bardziej „bezproblemowego” wychowywania dzieci. Czy rzeczywiście tak jest…? Oceńcie sami i podzielcie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *