upaja nas niewłaściwe…

Uwielbiamy to.
Mam wrażenie, że czasem wręcz się tym upajamy.
Umartwianiem się.
O wszystko. Za wszystko. Wszędzie. I stale.
Tak jakby każdy dzień chciał nam jedynie dokopać. 
Szczególnie to widzę, kiedy młoda mama styka się z rzeczywistością, która wcale nie jest tak kolorowa. Tak jasna. Tak banalnie prosta, jak mogłoby się wydawać.

Powiedzmy sobie to szczerze i otwarcie: bycie mamą nie jest łatwe i nigdy nie będzie.

Ale czy to jest powód do tego, by stale mieć wyrzuty sumienia? Bo mama to chyba jedyna osoba na świecie, która stale wszystko sobie wyrzuca, która ma stałe poczucie niedoskonałości.

Znasz te natrętne myśli, które stale Ci wskazują, w jakim miejscu nawaliłaś, gdzie dałaś się ponieść, a co rozdeptałaś?
Czujesz się winna względem męża/partnera, bo stale chodzisz w powyciąganych dresach, bo po prostu boisz się, że Twoją ulubioną bluzkę – Wasz ukochany brzdąc zabrudzi ulewając? Albo że nie miałaś czasu na wykonanie profesjonalnego makijażu na swej zmęczonej, bladej twarzy? Albo że zęby umyłaś o 12, zamiast bezpośrednio po opuszczeniu łóżka, bo zwyczajnie w świecie Wasz wszędobylski, ukochany i najcudowniejszy bobas postanowił pokaprysić?
Dobra, ale to za mało tych wyrzutów,
Jak już postanowisz zajrzeć do łazienki – pojawiają się wyrzuty sumienia, że dziecko na chwilę musiało zająć się sobą. I najczęściej nie masz samotni, ale spędzasz czas, wykonując ten opóźniony, pospieszny makijaż z brzdącem uczepionym nogi 
a potem trzeba ugotować obiad i kolejne wyrzuty sumienia, że nie poświęcasz dziecku dostatecznej ilości uwagi. Bo przecież poradniki wskazują, że dziecko potrzebuje Twojej uwagi w 100%.
A jak pracujesz to tych wyrzutów jest jeszcze więcej, bo przecież dziecko Cię nie widzi, nie spędzacie z sobą wiele czasu, bo pieniądz nie powinien pochłonąć więcej uwagi niż Twoje własne dziecko…
No i jeszcze jak ktoś przyjdzie to wypadałoby mieć wszędzie czysto, poukładane, zero grama kurzu na meblach.

Perfekcjonizm.

Kochana! Trzeba zamknąć rozdział wyrzutów sumienia. I otworzyć nowy. Taki, w którym po prostu zaczniesz cieszyć się swoim macierzyństwem, a przede wszystkim dzieckiem, które potrzebuje Twojego śmiechu, Twojej radości, Twojej spontaniczności. Kiedy otworzysz się na odczuwanie radości – dostrzeżesz, że nagle, paradoksalnie, tego czasu jest znacznie więcej. Dla Ciebie. Dla Męża. Dla Dziecka.
Dlaczego?
Bo przestaniesz z czasem walczyć, przestaniesz w każdej sekundzie swego życia myśleć, czego jeszcze nie zdążyłaś zrobić. Czas jest Twoim przyjacielem, nie traktuj go jak wroga, którego trzeba rozciągnąć. Zacznij cieszyć się z chwil, w których Twoje dziecko się śmieje. Śmiej się z jego wygłupów i z tego, że czasem jest liskiem urwiskiem. Daj mu czas po powrocie z pracy, ale skup się tylko na nim. Bądź dla dziecka. Niech ono będzie dla Ciebie. Bądź dla Męża, a on będzie dla Ciebie.
Bo macierzyństwo naprawdę wiele zmienia, ale tylko my nadajemy kierunek tej ścieżce. Wybierz tę, która jest szczęśliwa! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *