zalety karmienia piersią cz. I

Karmienie piersią wraca do łask po kilkudziesięciu latach, coraz częściej staje się tematem do rozmów nawet w mediach. Dlaczego po tak długim czasie mleko modyfikowane powoli zostaje wypierane przez mleko matczyne? Co jest tak cudownego w pokarmie serwowanym przez mamę, że ta osławiona mieszanka przestaje mieć znaczenie?

Dziś zapraszam Cię w podróż po wszelkich wspaniałościach, jakie karmienie piersią ofiarowuje młodej mamie.

Początki zawsze są trudne. Co tu dużo ukrywać, do zbyt przyjemnych nie należy ból brodawek, ani ból podbrzusza, który pojawia się, gdy noworodek ssie pierś. Ale, ale! Czyżby to była negatywna strona? Absolutnie nie. W trakcie tej czynności pobudzany jest tylny płat przysadki, dzięki czemu dochodzi do uwolnienia zmagazynowanej w nim oxytocyny. To właśnie ten hormon odpowiada za prawidłowe obkurczanie macicy (a także za uwolnienie wypływu pokarmu), a co za tym idzie zmniejszenie ryzyka wystąpienia krwotoków po porodzie, skrócenie czasu krwawienia i w konsekwencji obniżenie ryzyka pojawienia się anemii z powodu niedoboru żelaza. Jakby tego było mało kobiety, karmiące piersią szybciej wracają do wagi i formy sprzed ciąży (jakże przyjemnie jest zobaczyć siebie w ubraniach, które przez kilka miesięcy leżały nietknięte na dnie szafy!).

Rozpoczęcie laktacyjnej przygody wpływa nie tylko na ciało, lecz także na duszę. A ściślej mówiąc na stan psychiczny. Wiele różnorodnych emocji pojawia się nagle po narodzeniu dziecka: od radości poprzez wzruszenie zakończywszy na przekonaniu, że nowa sytuacja przerasta ludzkie możliwości. Karmienie piersią zmniejsza ryzyko wystąpienia depresji poporodowej, a więc pozwala… w pełni cieszyć się macierzyństwem, więzią budowaną między matką a dzieckiem. Bo nie ma nic piękniejszego niż widok oczu maluszka, wpatrującego się w twarz matki…

Na dłuższą metę laktacja także się opłaca. Tak, w formie finansowej też, można przecież zaoszczędzić na kupnie mieszanki całkiem niezłe pieniądze. Jednak mi chodzą po głowie inne korzyści. Jak często słyszałaś, że dziecko zabiera matce wapń, na czym z pewnością ucierpią jej kości? Otóż rozprawmy się z tym mitem. Karmienie piersią nie zwiększa ryzyka zachorowania na osteoporozę, lecz… zdecydowanie je obniża (u kobiet 65-cio letnich, które niegdyś użyczały swojej piersi dzieciom o 50% zmniejsza się ryzyko złamań szyjki kości udowej w wyniku osteoporozy). Przy założeniu, że karmienie piersią było kontynuowane przez minimum 3 miesiące – liczba zachorowań na nowotwór piersi zmniejsza się o połowę! Jeśli było kontynuowane do 12 miesiąca – obniżone zostaje ryzyko zachorowania na: reumatoidalne zapalenie stawów, hiperlipidemię, chorobę niedokrwienną serca, czy też wszechobecne cukrzycę i nadciśnienie w okresie po przekwitaniu. A jeśli łączna liczba utrzymywania się laktacji wyniosła 24 miesiące w ciągu całego życia konkretnej kobiety to ryzyko zachorowania na nowotwór jajnika spada o 25%!

Z mojego punktu widzenia, osobistego doświadczenia (poparte badaniami tylko na moim ludzkim organizmie) wynika, że można funkcjonować przez prawie pięć lat na śladowych ilościach snu, marzeniach o przespaniu całej nocy i mimo wszystko być bardzo szczęśliwym człowiekiem. Bo karmienie piersią często pozwala na otworzenie nowej strony w kobiecym świecie.

Liczby mówią same za siebie, aż się prosi, by w naturalny sposób zadbać o siebie i dać sobie szansę na zdrową dojrzałość. Jakie jest Twoje zdanie? Chętnie dowiemy się w komentarzach.

post napisany dla https://www.facebook.com/DzieckoPKU/ – strony, w której mama fenylaczka dzieli się wiedzą o fenyloketorii. Zachęcam do jej polubienia 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *